Zdejmijmy Jezusa z krzyża! – Przemyślenia na Święto Podwyższenia Krzyża

W Liturgii Słowa dni poprzedzających Święta Paschalne znajduje się między innymi fragment rozmowy Jezusa ze swoimi słuchaczami, w którym mówi On do nich: Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja Jestem i że Ja nic sam z siebie nie czynię, ale że mówię to, czego Mnie Ojciec nauczył (J 8, 28). Wypowiedź ta koresponduje ze słowami, które zawarte są w trzecim rozdziale Ewangelii według św. Jana, pochodzącymi z rozmowy Jezusa z Nikodemem: A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne (J 3, 14). Jezus nawiązuje tutaj do wydarzenia, opisanego w Księdze Liczb, gdy Mojżesz uczynił miedzianego węża i umieścił go na palu, aby każdy Izraelita ukąszony przez jadowite węże mógł być uzdrowiony, po spojrzeniu na miedzianego węża.

Apostołowie i słuchacze Jezusa dopiero po Jego ukrzyżowaniu i zmartwychwstaniu zrozumieli, o jakie wywyższenie Jezusowi chodziło. Wiele fragmentów ewangelicznych mówi wprost, że jedynym wywyższeniem, o jakim myśleli, był tron królewski. Planowali, jakie miejsce zajmą u Jego boku, gdy to się stanie. A tronem, na którym ich Mistrz został wywyższony, był krzyż. Znak hańby i poniżenia, zarezerwowany dla ostatnich złoczyńców.

Kilkanaście lat temu pani burmistrz miejscowości Thiene we Włoszech wystosowała propozycję, aby w urzędach komunalnych umieścić krzyże bez figury Jezusa. Celem było okazanie szacunku osobom innych wyznań oraz niewierzącym. Z kolei w innym mieście do proboszcza zgłosiło się kilku rodziców postulując, aby z krzyża umieszczonego na zewnętrznej ścianie kościoła usunąć postać Chrystusa. Powodem było to, że przechodzą oni często obok kościoła z dziećmi, które mogą doświadczyć traumy w zetknięciu z postacią człowieka, który wisi na tym krzyżu.

Powyższe sytuacje jasno pokazują, że zaczynamy tracić powoli rozumienie sensu Chrystusowego Krzyża, tego, co ten symbol ze sobą niesie. Wchodzimy w Triduum Paschalne, w wydarzenia Wielkiego Piątku. Warto pamiętać, że w centrum tych wydarzeń jest między innymi Chrystusowy Krzyż. Czym on dla mnie jest? Św. Paweł mówi:

Tak więc, gdy Żydzi żądają znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i mądrością Bożą (…). Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. (1 Kor 1, 21; 2, 2).

Krzyż, o czym często zapominamy, jest tym, czym powinniśmy się chlubić, bo na nim dokonało się nasze zbawienie. Ze znaku hańby stał się znakiem miłości.

Problemem jest jednak to, że krzyż kojarzy się między innymi z cierpieniem, i współcześnie to skojarzenie powoduje, że powoli zaczynamy usuwać go z naszego życia. Nawet nie dosłownie, bo najpierw dzieje się to przez swoiste ogołocenie chrześcijaństwa z tajemnicy krzyża, z tajemnicy cierpienia, wyrzeczenia. Usuwając krzyż z chrześcijaństwa, zaczynamy tworzyć z religii wygodną filozofię życia, w której jest miło i przyjemnie, bo nadaje ona jakiś sens naszemu życiu, daje wsparcie wspólnoty ludzi podobnie myślących oraz poczucie bezpieczeństwa. Lecz jednocześnie zapominamy o tym, że konkretny krzyż – na który składać się może moje cierpienie, trudności, słabości, wyrzeczenia czy wysiłek – jeśli jest dobrowolnie przyjęty, staje się środkiem naszego uświęcenia. Może w czasie tego Triduum warto sobie przypomnieć wartość i duchowe znaczenie krzyża, zobaczyć, co mogę zrobić aby lepiej przeżywać mój prywatny, życiowy krzyż?

Po pierwsze, z duchowego punktu widzenia każdy ma swój krzyż. Często go nie lubimy, bo niekiedy nas on uwiera – ale warto zastanowić się, jak go przyjmuję? Najpierw ten najprostszy, na który składają się moje codzienne obowiązki związane z moim stanem życia. Niejednokrotnie związane są one z funkcją jaką pełnię, zadaniami, jakie się z nią wiążą. Zbyt często zapominamy, że może to być droga naszego uświęcania się, jeśli mimo lenistwa, zmęczenia czy niechęci staramy się je wypełniać, biorąc na siebie każdego dnia nasz krzyż.

Po drugie, elementem tego krzyża są także moje osobiste uwarunkowania, które niekiedy bardzo mocno uwierają. Mogą to być różne rzeczy: trudności charakteru, nad którym powinienem pracować, moje doświadczenia życiowe, historia życia, z której nie zawsze jestem może zadowolony. Na ile oddaję to Bogu? Jeśli mogę to zmienić, powinienem nad tym pracować, a jeśli są to sprawy, na które nie mam wpływu – bo należą na przykład do mojej historii życia, której nie mogę zmienić – może powinienem odebrać je jako rzecz, która znoszona z ufnością w Bogu, może mnie prowadzić do większego uświęcania się?

I ostatni element krzyża – to cierpienie, z nim się wiążące. Często niezawinione, na które się buntujemy. Niekiedy mamy na nie wpływ, możemy go uniknąć, niekiedy nie. Czy widzę w takim cierpieniu okazję do ofiarowania go Bogu? Czy potrafię dostrzec dobro, jakie z tym może się wiązać, jakie Bóg może z tego wyciągnąć? Czasem dobrowolne cierpienie ofiarowane w jakiejś intencji staje się najsilniejszą modlitwą, która potrafi dokonywać cudów. Zbyt często o tym zapominamy.

Warto pamiętać, że krzyż możemy nosić samemu, ale też możemy pomóc nieść go innym. Przez dobry uczynek, pomoc, modlitwę. Niejednokrotnie nasz krzyż wydaje się nam zbyt ciężki, bo nie prosimy o pomoc, odrzucamy wsparcie płynące od żyjących wokół nas współczesnych Szymonów Cyrenejczyków czy miłosiernych i współczujących Weronik. Sami być może powinniśmy także niekiedy rozejrzeć się wokół siebie i zobaczyć, czy ktoś nie potrzebuje mojej pomocy? Zwykle wystarczą proste rzeczy. Niekiedy zwyczajna rozmowa może pomóc komuś w odczuciu ulgi płynącej z tego, że doświadczył pomocy w dźwiganiu swojego krzyża.

Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe (Ga 6, 2).

Jeśli będzie nam trudno lub ciężko, pamiętajmy, że krzyż jest znakiem miłości a nie śmierci. Jezus przyjął go z miłości do nas. My też możemy nasze krzyże przyjmować z miłości do Niego. Co więcej, nie zapominajmy, że po nocy krzyża następuje poranek zmartwychwstania. Niech ta nadzieja pomaga nam podejmować nasze krzyże, z miłości do Jezusa i z nadzieją naszego zmartwychwstania, z nadzieją na to, że do Niego należy ostatnie słowo w naszym życiu.

Udostępnij ten wpis na: